Doskonalenie komunikacji interpersonalnej w zespole a “front robót”

To było tuż po moich studiach w Poznaniu, kiedy zaczynałem karierę zawodową i wbiłem się w serię zleceń dla różnych firm i korporacji. Jako freelancer, człowiek z zewnątrz, który na ogół pojawia się w firmie tylko na chwilę i znika, miałem pewien komfort obserwacji firm i niektórych zachodzących w nich procesów z zewnątrz. Mogłem wyciągnąć wnioski (na swój własny użytek, a po latach także na Wasz). Bywało również, że ludzie z firm nie raz wdawali się ze mną w rozmowy, a czasem i głębsze zwierzenia firmowe.

Jednym z sympatycznych dyskutantów był Pan Jarek, kierownik z firmy… hmm… nie ważne z jakiej firmy, mimo lat wciąż wypada dochować dyskrecji profesjonalisty, powiedzmy tylko, że z firmy dokonującej inwestycji infrastrukturalnych w Wielkopolsce. Spotkaliśmy się podczas jakiejś dłuższej przerwy kawowej (czyli na “kofibrejku”) i zaczęliśmy rozmawiać.

Pan Jarek, stary wyjadacz, był lekko poirytowany modą, która wtedy spłynęła z Warszawy – modą na konsulting, mentoring, trening, coaching… niepotrzebne skreślić. Z centrali były parcie na różne spotkania po godzinach, konferencje, sesje z trenerami motywacji, co Pan Jarek uważał za ewidentną stratę czasu, aby nie użyć tu mocniejszych epitetów padających ze strony Kolegi.

Niechętny stosunek do “treningów” motywacji, komunikacji, zarządzania, wyznaczania celów szybko został zauważony przez Marka, młodego “trenera” z Warszawy i zaczęły się spięcia. Marek swoje, Jarek kontra. Marek mówi o motywacji, Jarek się śmieje. Marek mówi o wartości dodanej szkoleń, Jarek pyta, kiedy będzie można “na legalu” wyjść ze szkolenia i zakończyć tę stratę czasu, itp.

2452304492_49aeff09dc_oAtmosfera sięgnęła zenitu i zawiązała się finalna dyskusja, Kolega odpowiedział trenerowi coś w stylu. “Słuchaj Koleś, skończ te bzdury o zarządzaniu, motywacji, komunikacji w zespole, bo zapewne w praktyce nic nie robiłeś, a jeśli uważasz, że masz rację to jutro rano ubierasz kask i jedziesz ze mną na “front robót” zarządzać pracownikami. Pokażesz to w praktyce.

Młody trener uniósł się honorem i rzeczywiście pojawił się rano u Jarka…  zaczęli dzień. Każdy kolejny kwadrans, bo nawet nie godzina, kontaktu młodego “trenera” z “frontem robót” powodował coraz większą bladość na jego twarzy i coraz bardziej spuszczoną głowę.

O jakim bowiem motywowaniu, zespole, ulepszaniu komunikacji może być mowa, jeśli 95% przekazu odbywa się z przerywnikiem na K, a wszelkie ważniejsze “komunikaty” wyglądają mniej więcej w stylu “Jak K… nie skończysz zabezpieczenia wlewu na czas to ci K… pojadę po premii, a jak jeszcze raz zapyskujesz to cię wyp… z roboty, a teraz wyp… na plac, no K… co się gapisz jak cielę, już! wyp… na plac!!!”

Panie Jarku – spytałem – ale czemu tak ostro, nie można zmienić atmosfery na modłę “europejską”. Luz, PRL się skończył, integrujemy się z Zachodem, nieprawdaż?

4329613960_d3e1639eb8_z“Panie Remigiuszu, co Pan myśli? Jako młody inżynier po studiach próbowałem grzecznie, ale stara gwardia śmiała mi się w twarz, ignorowała polecenia, podkładała świnię, sabotowała pracę, piła na umór. Wszystko mi się rozlazło, ale starsi dyrektorzy szybko mnie ustawili jak się zarządza.  Wszelkie polecenia bez kilku K i ostrej łaciny, w dodatku wydawane nie ostrym rykiem, ale spokojnym głosem trafiały w próżnię. Jak mam “po europejsku” zarządzać frontem robót, czyli bandą pełną alkoholików, alimenciarzy, w części kompletnych idiotów, w części mega-cwaniaków, niektórych nawet po wyrokach i odsiadce.”

Panie Jarku a jak w końcu wyszło z coachem Markiem? Ta cała spinka?

Panie Remigiuszu, wie Pan co, ale jaja, on oficjalnie zrezygnował z “treningu managerskiego” naszej grupy. Na drugi dzień nie pojawił się już u nas. Dali potem innego chłoptasia, który coś tam tworzył. Na szczęście już beze mnie, bo dyrektor poszedł po rozum do głowy i dał mi, osobiście spokój z “doskonaleniem komunikacji interpersonalnej w zespole”…

Co za heca – pomyślałem – jednak zanim zacząłem zadawać więcej pytań, zadzwonił telefon i Pan Jarek musiał się natychmiast zbierać… do tematu nie wróciliśmy już… nie było czasu…

A co Ty myślisz o tej dawnej rozmowie? Napisz w komentarzach 😉

2 myśli na temat “Doskonalenie komunikacji interpersonalnej w zespole a “front robót””

  1. Pracuję na budowach jako kierownik budów i potwierdzam, takiej bandy cwaniaków i obiboków nigdzie się nie znajdzie. I rzeczywiście, przerywnik na K, tudzież jego odmiany i parę inny wulgaryzmów tworzą podstawowy słownik do porozumienia. Uważam że tylko dzieciaki wymagają więcej uwagi, a to i nie zawsze.
    Człowiek powoli się przestawia, ale pierwsze tygodnie to był szok i niedowierzanie. Ci ludzie stwarzają wokół siebie takie sytuacje, że jak się później tego słucha to można książkę napisać. Trenerzy od motywacji i inne takie wynalazki to do biur 🙂

  2. Wszelcy trenerzy motywacji mnie śmieszą jakoś nigdy to do mnie nie przemawiało słyszałem że w stanach był bum na ta całą motywacje ale w latach 80 tych czyli jak zwykle coś do nas dociera z za oceanu z 30 albo i 40 letnim opóźnieniem . Tylko należy też pamiętać że to co działa w stanach nie koniecznie będzie działać w Polsce bo jednak w Polsce był socjalizm i pewne nawyki do dziś nie zostały wyplenione.Pomimo ogromnej zmiany jaka się dokonała przez 27 lat czyli za mojego życia bo właśnie tyle mam i tyle minęło od zmiany systemu to mentalnie jeszcze trochę tkwimy w PRL drogi i infrastrukturę można zbudować dość szybko ale zmienić mentalność to są pokolenia.Pozdr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.