Inwestycje alternatywne – zarabianie dzięki kolekcji

Rozmawiałem właśnie z pewnym starszym i mądrym człowiekiem. Rozmawialiśmy o kolekcjonerstwie i możliwym zarobku na tej pasji.

Za głębokiej komuny bardzo modne było kolekcjonowanie znaczków, to była prawdziwa mania. Koledzy mojego rozmówcy, ludzie wykształceni, na poziomie bardzo mocno optowali za filatelistyką, kupowali subskrypcje filatelistyczne i kolekcjonowali tony znaczków, szczególnie z tak zwanych dawnych demoludów.

Subskrypcje pochłaniały zauważalną część budżetu kolegów mojego rozmówcy, który jednakże posłuszny radom starszych i mądrzejszych, wbrew radom kolegów, za uskładane pieniądze kupował złoto i dolary.

Teraz znaczki są niewiele warte, co najwyżej jako ciekawostka na wnuków. Nie są wiele warte, bo nie mają prawa być wiele warte, wypuszczane w olbrzymich seriach dla kolekcjonerów są po prostu pospolite. Poza tym nie ma trendu na znaczki – znaczki się skończyły. Czyżby pękła kolekcjonerska bańka spekulacyjna, a może to raczej balon z którego powoli zeszło powietrze?

Co jak co, złoto i dolary mojego rozmówcy posłużyły do rozkręcenia interesu w latach 90-tych, dzięki czemu, żyje mu się relatywnie dobrze po dzień dzisiejszy.

1024px-Tulip_price_index1.svg
Przykład słynnej „tulipomanii”. W ciągu krótkiego okresu wartość cebulek tulipanów skoczyła do niewyobrażalnego poziomu i jeszcze szybciej spadła. Spekulacja, czy nietrafione „kolekcjonerstwo”?

Historia która powinna być przeczytana przez każdego początkującego kolekcjonera…

…to historia o tym jak tworzy się wartość kolekcjonerska. Dlaczego jedna moneta przedwojenna warta jest kilkanaście zł, druga – pozornie identyczna – kilkaset. Podam wam przykład tworzenia tej wartości kolekcjonerskiej.

Powiedzmy, że Niemczech, za czasów Republiki Weimarskiej masowo produkowano tanie banknoty i tani bilon. Inflacja była przerażająca, a jej historia jest zawsze przytaczana na lekcjach ekonomii jako przykład upadku systemu walutowego. Bardzo szybko banknoty stawały się warte tyle co papier na którym były wydrukowane a monety tyle co złom – bito je bowiem w przerażająco ogromnych wolumenach. Załóżmy jednak, że zdarzyło się pewnego razu, że w mennicy nastąpiła pomyłka i tak ustawiono stempel, że awers z rewersem był niezgodny o równo 180 stopni – po prostu jedna część monety była wybijana do góry nogami. Wadliwych monet wybito 10000 sztuk, z czego omyłkowo do obiegu weszło około 3000 sztuk a reszta poszła do przetopu. Szacuje się, że do dzisiejszych czasów dotrwało 100-150 takich monet. To są unikaty, oryginalne świadectwo jakiegoś szczególnego, trudnego okresu w historii. Kolekcjonerzy są gotowi za to zapłacić nawet kilkaset euro od sztuki… a może jeszcze więcej? Kto wie?

…a teraz wyobraźcie sobie, że znajomy pod Opolem porządkuje z sąsiadem stodółkę babci Gertrudy, na dnie starej komody sąsiad znajduje kilka przedwojennych monet, pozornie lichej wartości. Znajomy „odkupuje” monety za butelkę Golden Loch’a. Razem zwracamy uwagę na nietypowy błąd na monecie… zaglądamy do internetu…

Medal z Janem Pawłem II

W okresie, kiedy „nasz Papież trafił do domu Ojca” wiele mennic wybijało kolekcjonersko-inwestycyjne serie złotych monet i medali z tej okazji. Początkujący kolekcjonerzy” oczywiście kupowali numizmaty oraz subskrypcje na kolejne „limitowane serie”, które miały być np. prezentem na komunię, inwestycją na przyszłość syna czy wnuka. Problem w tym, że numizmatów na fali powszechnej „papamanii” bito po sto lub dwieście tysięcy sztuk. Komisy i lombardy są dosłownie „zarzucone” tymi „unikatami”, które jeszcze niedawno miały przynieść małe fortuny inwestorom. Ostatnio znajomy, właściciel lombardu oddawał do przetopu kolekcję złotych numizmatów JPII sprzedanych do lombardu poniżej ceny kruszcu.

beatyfikacja400

Moi Drodzy Czytelnicy! Wartość kolekcjonerska pochodzi z unikalności. Nigdy nie będzie wiele wart Sokół Wędrowny wybity w serii ponad 100 tysięcy egzemplarzy. Mówię oczywiście o wartości większej niż typowa moneta bulionowa, będąca de facto formą ‚sztabki srebra’ a nie numizmatem kolekcjonerskim. Sokołów Wędrownych jest po prostu za dużo i nikogo nie będzie w przyszłości obchodzić, że stałeś w kolejce po niego razem z kuzynem przed NBP od 2:30 nad ranem. Zapewne w chwili czytania tego wpisu kolekcjonerzy stracili po ok. 30 zł na jednej monecie, która przecież miała być hitem!

20-zlotych-zwierzeta-swiata-sokol-wedrowny

OK. Na razie koniec tego wywodu. To jest pokrótce moja opinia na temat kolekcjonerstwa, bynajmniej nie bazująca na, skądinąd mądrych, programach w stylu „Łowcy okazji” na Discovery Channel lecz na rozmowach z wieloma mądrymi ludźmi oraz własnej pasji i doświadczeniach inwestora. Zdarzyło mi się już kupić za bezcen ciekawe przedmioty i odsprzedać je z wielokrotnym zyskiem.

Jesteś ciekaw(a) moich innych pomysłów? Śledź RSS bloga, dodaj obserwację na Google+ albo ‚Like’ na Facebooku.

Zdarzyły Ci się kiedyś jakieś arcyciekawe okazje kolekcjonerskie? Napisz w komentarzach.

Follow my blog with Bloglovin

4 myśli na temat “Inwestycje alternatywne – zarabianie dzięki kolekcji”

  1. Monety kolekcjonerskie to ciężki chleb i lepiej skupić się na monetach bulionowych jako zabezpieczenie naszych pieniędzy.

  2. Pomyślałam dokładnie o tym samym co Ewa, Fiat 126p! Chociaż z drugiej strony zaraz do głowy przychodzi Syrenka, którą wyprodukowano w ilości dużo mniejszej, niż naszego poczciwego Fiacika i o taki samochód pokusiłabym się prędzej, więc chyba przyznam Ci rację. 😀

  3. no ale zakres max. kilkuletni to już nie tragedia, zwłaszcza z przedmiotami, które mało miejsca zajmują i jeść nie wolają 😉

    przykład: zarobiłem już kilkukrotnie na kolekcji obligacji (nieaktualne druki), część sprzedałem, część trzymam dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.