Jak być na czas, jak rozumieć pojęcie punktualności? Punktualność profesjonalisty

W Polsce, w biznesie, dla wielu ludzi punktualność to zjawisko nieznane, tajemnicze i niezgłębione. Coś o czym słyszeli ale nigdy nie zastosowali wobec własnej osoby. Tymczasem według mnie sprawa jest bardzo prosta.

Punktualność to według mnie przybycie na umówione spotkanie biznesowe dokładnie na czas, nie za wcześnie, nie za późno.

Zupełnym mitem w poważnym biznesie jest tzw. studencki kwadrans, czyli „zwyczajowa” możliwość spóźnienia się o 15 minut – zawsze dziwi mnie, że niektórzy poważni ludzie wciąż w to wierzą – a później są zdziwieni, że atmosfera na spotkaniu od początku jest średnia, transakcja nie zostaje zawarta, a oni już nie są zaproszeni ponownie. (Dlaczego niektórzy dorośli ludzie wciąż kontynuują złe studenckie nawyki?)

3304801086_c261c6be3f_z

Prawdę mówiąc, we współczesnym biznesie, spóźnienie się powyżej 5 minut, bez powiadomienia czekającego telefonicznie, to jest zdecydowanie zły pomysł. Po prostu czas to pieniądz – wiedzą to wszyscy praktycy.

Przesadą w drugą stronę jest „punktualność tradycyjna” – czyli takiej, jakiej uczono jeszcze ok. 30 lat temu – mianowicie przychodzenie 15 minut przed umówioną godziną lub wcześniej i zawracanie głowy. Nikt nie lubi takich nadgorliwców, zwłaszcza, że to często osoby niecierpliwe i absorbujące – skutecznie uniemożliwiające kontynuowanie pracy w momencie, kiedy tylko pojawią się w naszym otoczeniu.

284995199_c4d0989afd_z

Jakie zatem rozwiązanie proponuję we współczesnym biznesie?

Moje własne zasady: przybywasz na spotkanie po prostu punktualnie – pojawiasz się w sekretariacie kontrahenta nie wcześniej niż 10 minut przed spotkaniem i spokojnie czekasz na zaproszenie, bez dobijania się do gabinetu kontrahenta. Jeśli kontrahent ma własne biuro, bez sekretariatu nie wbijasz się do niego wcześniej niż około 5 minut. Spóźnienia bez powiadomień to maksymalnie 5 minut.

Jeśli uda mi się być przed biurem kontrahenta 15-20 minut wcześniej, albo i jeszcze szybciej – staram się przede wszystkim produktywnie wypełnić swój czas – albo po prostu złapać oddech i odpocząć, zrobić sobie spacer po okolicy, itp. Niecierpliwość nadgorliwców to coś, czego przecież sam nie lubię. W ostateczności, jeśli mam ostry deficyt czasu a sprawa nagli, wykonuję telefon – „Panie Krzysztofie – tak się składa, że jestem już w pańskiej okolicy – jeśli Pan jest już dostępny – mogę przyjść – a jeśli nie to jeszcze sobie wypije kawę

5 myśli na temat “Jak być na czas, jak rozumieć pojęcie punktualności? Punktualność profesjonalisty”

  1. Powiedz czy przypadkiem nie nauczyłeś się tego podejścia w Niemczech? To jest właśnie typowo niemieckie podejście z poczekaniem na umówiona porę.

    Punktualność w Polsce bywa problemem zwłaszcza u tak zwanych fachowców, z nimi umawiać się na wyznaczoną godzinę to mordęga, zawsze milion tłumaczeń, a i tak nigdy nie przyjdą na czas.

  2. Jako osoba wychowana w kilku korpo nie widze problemu z przyjsciem na spotkanie do korpo 15 min wczesniej. Tam nie ma sekretariatow tylko sa recepcje a zamiast wlasnych biur wiekszosc ludzi pracuje na open-spaceach. Jestes wczesniej, mila recepcjonistka prowadzi Cie do salki konferencyjnej, pyta sie co chcesz wypic i czekasz na rozmowce. Mozna ten czas wykorzystac na sprawdzenie maila, przejrzenie gazety…

    1. @Kasia
      to co mówisz – wpisuje się w schemat – zasadniczo w tym wariancie nie zawracasz głowy swojemu rozmówcy przed ustalonym czasem, o ile on tego nie chce

      w dużych miastach także inaczej się podchodzi do zagadnień komunikacyjnych – przybycie na czas jest mocno niepewne z uwagi na korki, stąd gotowy schemat postępowania dla tych „co 15 minut przed czasem”

      czas się liczy inaczej na prowincji, 15 minut to czas, w którym spokojnie mogę przejechać całe (moje) miasto, nawet w lekkich korkach, od dzielnicy KGHMowskiej do mojego biura i jeszcze zostanie czas by kupić sobie coś do przegryzienia

      @Balbinator
      moje „wychowanie biznesowe” nastąpiło w Poznaniu, aczkolwiek nauki od osób czasowo robiących biznes w Niemczech jak najbardziej się tu liczą

  3. Jeśli o mnie chodzi, to nienawidzę się spóźniać. Nawet wejście na wykład, jeszcze w ramach studenckiego kwadransu, było dla mnie źródłem stresu. Raz, że przychodząc na czas, dajemy znać drugiej osoby, że dla nas wartością słowa jest jego dotrzymanie. Dwa, że przychodząc na czas, okazujemy komuś szacunek. Nie wiem, czy Wy też macie wrażenie, że ktoś spóźnienia się na spotkanie z Wami i nie daje Wam o tym spóźnieniu znać telefonicznie, to czujecie, że coś tu poszło nie tak?

    Dla mnie przychodzie kwadrans czy dziesięć minut przed czasem jest czymś naturalnym. Jak powiedziałeś, w dużych miastach do tego podchodzi się jednak inaczej niż na Twoim terenie. Zgadzam się co do tego, że przychodząc wcześniej nie należy zwalać się na głowę człowiekowi, z którym mamy się spotkać.

  4. Brak punktualności jest też brakiem szacunku do towarzysza. Nigdy mi się to nie podobało. Nie lubię na kogoś czekać, dlatego też nie każę innym czekać na siebie. Życie wg. tej zasady naprawdę wydaje mi się dosyć rozsądne. Kiedy mówimy o spotkaniach biznesowych to tym bardziej ciężko wybaczyć tutaj spóźnienie. Nie jest to po prostu zbytnio taktowne i najlepiej unikać tego jak ognia. Bycie punktualnym nie tylko jest przejawem grzeczności z naszej strony, ale także pomaga w zlikwidowaniu elementu stresu, kiedy gnalibyśmy gdzieś na złamanie karku. Nie dość więc, że jesteśmy lepiej odbierani przez innych to jeszcze sobie nie fundujemy zbędnych nieprzyjemności z tego tytułu. Każdemu może przytrafić się natomiast patowa sytuacja, w której chcąc nie chcąc spóźnieni się zjawimy i tyle. Robienie tego notorycznie nie pozostanie jednak niezauważone wbrew naszym pobożnym życzeniom. W końcu ile razy w tygodniu można tłumaczyć się opóźnieniem tramwaju?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.