Profil firmowy na Facebooku – czy to się opłaca… i dlaczego nie…

Wydaje się, że Polsce niemal niepodzielnie „rządzi” Facebook, ale moim zdaniem powoli jego czas dobiega końca, szczególnie jeśli mowa o wykorzystaniu biznesowym tej sieci społecznościowej. Uważam, że pojawiają się pierwsze rysy na niekwestionowanym dotąd wizerunku lidera rynku. Przesadzam?

Popatrzcie, jeszcze relatywnie niedawno w Polsce dominowała Nasza Klasa, a teraz mało kto wchodzi tam. Kto by się tego kiedyś spodziewał? Jeśli zobaczymy co się dzieje na FB – oznaki schyłku są widoczne dla każdego trzeźwo myślącego obserwatora – FB jest moim zdaniem coraz bardziej zaśmiecony absolutnymi pierdołami i reklamami. Koty, selfie, kolejne memy w stylu „Choć tu Szogunie”… spamerskie linki… i co z tego – powiecie…

facebbokTo z tego, że jeśli ja, jako przedsiębiorca-inwestor chcę dotrzeć z ważną informacją do swoich fanów, muszę otworzyć portfel, wyciągnąć kartę kredytową, podać numery… Tylko niewielka część opublikowanych przeze mnie informacji trafia obecnie do adresatów normalną drogą. Facebook filtruje przekaz z profilu firmowego na podstawie pewnych algorytmów, które jednakże nawet przy wzorcowym, podręcznikowym korzystaniu z tej sieci społecznościowej, zmuszają mnie do zapłacenia np. za poinformowanie moich subskrybentów o nowej ofercie.

Ostatnio za cenę ok. 20 zł byłem w stanie przesłać pojedynczą informację do 400 subskrybentów na moim własnym profilu finansowym. Dużo? Mało? Ile będzie jednorazowo kosztowało mnie poinformowanie o ofercie nowego produktu z branży sportowej na profil, gdzie mam ca. 8000 fanów? Policz samodzielnie – jako wskazówkę zaznaczę, że to mniej więcej można ekstrapolować. Czy może myślisz, że mam tylko jeden produkt do zaoferowania?

Zaraz, zaraz – gdzie w tym wszystkim sens, gdzie logika? Kiedy zakładałem firmowe profile na FB miało być tak pięknie! Czy już widzisz, gdzie leży problem z perspektywy inwestora?

Zdjęcie-1568-1038x576Gdzie zatem wciąż leży siła marketingowego oddziaływania Facebooka? Tylko w Twojej wyobraźni – mój Drogi Czytelniku / moja Droga Czytelniczko! Pomyśl – jak reagujesz na profil lokalnej firmy, którą próbujesz wybadać w internecie jeśli ma 700 fanów, jak postrzegasz go w przypadku posiadania 70 „zainteresowanych”? Tak – to działa i to naprawdę jedyny powód dla którego na pewnym etapie warto „zainwestować” w profil FB. Jednak po pewnym początkowym facebookowym entuzjazmie czas na pewne otrzeźwienie. Na dłuższą metę Facebook nie zapewni Ci sukcesu w internecie – co najwyżej pochłonie znaczną część Twojego wolnego czasu i energii.

Co zatem w zamian?

gplus

Google+, który miał podążać śladem FB… jest w kryzysie…

Ponieważ na chwilę obecną nie sposób jednoznacznie przewidzieć trendu, co najwyżej można wyizolować niektóre mikrotrendy (np. Bloglovin’ dla blogerów, Linkedin dla sektora MŚP, Twitter dla zainteresowanych polityką i biznesem…) sugeruję pewne sukcesywnie uzupełniane portfolio kont i profilów społecznościowych, najlepiej, dla naszej wygody maksymalnie zautomatyzowanych (np. bot tworzący wpisy na podstawie naszego kanału aktualności). Oczywiście należy zadbać także o newsletter i sprawne działanie RSS.

Samego Facebooka nie kasujemy oczywiście, jednak priorytet, który mu przypisaliśmy znacznie obniżamy. Szkoda zanadto się angażować w coś, co nieubłaganie kończy swój żywot w aspekcie biznesowym.

Powodzenia w skutecznej polityce marketingowej w Internecie! (I oczywiście koniecznie pamiętaj o zapisaniu się na mój newsletter w panelu po prawej!)

Pozdrawiam!

Autor

28 myśli na temat “Profil firmowy na Facebooku – czy to się opłaca… i dlaczego nie…”

  1. Z ubolewaniem, ale zgadzam się z Tobą. Facebook każe sobie płacić za kolejne usługi dla biznesu, które dotychczas były darmowe. To wykańcza małych graczy, nie pozwala im się wybić w szumie informacyjnym. Po drugie, domyślnym ustawieniem FB jest wyświetlanie na wallu najpopularniejszych wrzutek, nie najnowszych. Nawet jak zmieni się to ustawienie, to po pewnym czasie i tak ponownie wskakuje pierwotna opcja… 🙁

    1. Pewnym lekarstwem na to jest aktywne prowadzeni firmowego walla, pełne ciekawostek, komentarzy, lajkow i dyskusji od czytalników – tak jak Ty to robisz – ale to tylko „leczenie objawowe” – strategia na którką metę dla Ciebie czy dla mnie – co nie obcina przekazu i jest popularne? Może Twitter… zobaczymy: https://twitter.com/ZarabianieP …może jednak wybije sie raczkujące na razie TSU: https://www.tsu.co/remigiusz albo This. ???

  2. A, jeszcze jedno. Kilka dni temu Google ogłosiło, że projekt platformy Google+ okazał się porażką i będą G+ rozbijać na dwie osobne usługi. Przegrali starcie z FB. Wobec tego wydaje mi się, że najlepsze perspektywy w PL ma w tej chwili Twitter.

    1. mamy podobne przemyślenia, dlatego do portfolio spolecznościówek tego bloga tematycznego dolączył w ostatnich dniach Twitter

      rynek nie znosi próżni – było jednak w moim otoczeniu kilku duzych fanów G+, którzy są teraz skołowani – niby w jakiejś formie zostawi się im „stream” oraz „photos” ale niepewność i niesmak pozostaje

      wczoraj jeden ze znajomych – aktywnych użytkowników – stwierdził, że będzie używał teraz tylko iCloud zamiast G+

  3. Siłą rzeczy ostatnio sporo reklamowaliśmy się na FB, ale rozważam całkiem poważnie inne opcje, łącznie z reklamami w czasopismach tematycznych – to chyba będą lepiej zainwestowane pieniądze. Bo niestety nawet sieć reklam internetowych Ad-Taily nie jest jednak aż tak skuteczna, jak teoretycznie by się wydawać mogło.

  4. Niestety muszę się z Tobą zgodzić. Facebook przestaje być efektywnym narzędziem, nawet jeśli dokonuje się od czasu do czasu płatności na jego konto. Nie wiem, jak to wygląda na stronach, których zarządzający nigdy – ale to naprawdę nigdy – nie skusili się na „kupno zasięgu”, ale patrząc, jak liczba osób, do których dociera moja post maje z tygodnia na tydzień, coraz częściej w głowie pojawia się myśl „ewakuacja”. Jednak najpierw dobrze jest zbudować mocny grunt w postaci newslettera czy konta na Twitterze, które faktycznie będą obserwować nasi czytelnicy.

    Facebook przestaje też być atrakcyjny na użytek, nazwijmy to, prywatny, ale może to tylko moje wrażenie?

    W każdym razie, dobrze, że głośno mówisz o tym, o czym większość milczy. Era Fb jako narzędzia korzystnego dla biznesmenów się kończy…

    1. tak, ale zuważ – mówię o dotarciu wyłącznie do moich subskrybentów, którzy zdecydowali się sami, z wlasnej woli, sledzić moje blogi

      FB im w tym przeszkadza obecnie, mimo, że kiedyś było inaczej

  5. Ja doszedłem do wniosku że newsletter to jedyny słuszny kierunek, google może zmienić algorytm i polecisz w otchłań, social media ciachną zasięg twoich wpisów i mozolnie budowana liczba obserwatorów nie otrzyma już informacji od Ciebie – jednym ruchem korpo znikasz i cały trud na marne.
    Czytelników z newslettera nikt ci nie odbierze.

    Ps. Akcje facebooka są na mojej liście jako idealnego kandydata do shortowania.

    1. no i właśnie dzięki Tobie – ja – wielki wróg newsletterów oraz informacji na e-mail – w końcu na ZP podlaczyłem ów wynalazek – zastanawiam się jeszcze nad Feedly, które proponuje Ewka, ale które jest niczym więcej niz inną forma mojego RSS

      FB używam z dnia na dzień coraz mniej, a w celu zastąpienia czatu FB nawet odnowiłem moje konto na Skype nie uzywane od 5 lat 😉

      1. Z newsletterami problem natomiast jest taki, że najczęściej wpadają do spamu:) A ponadto dużo trudniej jest zdobyć subskrybenta email niż lajka na fb…

        1. no właśnie nie do końca, są sposoby, aby tak skonfigurować newsletter, aby był traktowany przez system pocztowy jak zwykły e-mail – moj newsletter jest tak ustawiony dzięki Kol. Wojtkowi z lubiepowietrze.pl 😉

          natomiast polityka cięcia zasiegów niejednego blogera i przedsiębiorcy rozpala do czerwoności – zbyt restrykcyjną polityka FB zrobił sobie wielu wrogów w naszym gronie – nie wiem czy jest możliwe odzyskanie zaufania – nic nie wskazuje na to, by oni się nawet starali

          w weekend będzie kolejny wpis na temat społecznościówek – własnie go powoli przygotowuję

  6. Nie jestem przekonana, czy korzystając z innego medium dotarłbyś za 5 gr do użytkownika. Reklama w papierowym czasopiśmie będzie na pewno droższa. Wydrukowanie i rozdanie ulotek tym bardziej.
    A próbowałeś dopłacać dopiero w następnej dobie po publikacji posta? Wtedy zasięgi są większe, bo w pierwszej dobie i tak dotrze do tego do kogo ma dotrzeć, a dopiero potem za dopłatą zwiększysz zasięg ponad normę… Trudno oczekiwać, by prywatna firma za darmo stała się słupem ogłoszeniowym dla przedsiębiorców. Nie wierzę, że FB padnie tak jak nasza-klasa, bo za tą firmą stoją dużo większe pieniądze, doświadczenie i know-how. A instalowanie botów… moim zdaniem totalny brak szacunku dla osób, którym zechciało się Ciebie polubić, totalny spam:/

    1. Z boostowaniem postów na facebooku jest jeden problem: owszem, po dopłaceniu ów post ukazuje się w wysokiej częstotliwości, ale po zakończeniu opłaconego czasu post jest kasowany i tego samego linka nie mozna już więcej nigdzie na FB umieścić.

    2. Wiem, że masz negatywny stosunek do botów, ale zadaj sobie pytanie – co tak właściwie robi bot? On bierze pierwsze fragmenty mojej wypowiedzi, dobiera obrazek, wkleja to na profil w ciągu godziny od publikacji posta…. zaraz… zaraz…. czy bot nie robi tego samego co zrobilbym ja?

      Jak się zachowa bot na Twitterze który jest mikroblogiem, gdzie jest tyko miejsce na link i skrót artykułu? Dokladnie tak samo jak ja.

      Czy zatem uzycie bota jest tak naprawdę brakiem szacunku dla Czytelników, czy po prostu ulatwieniem sobie pracy?

      1. Myślę, że różnica jest subtelna, aczkolwiek znacząca. Dostajesz na święta smsy od znajomych z życzeniami? Ja przyznam szczerze, że dużo lepiej reaguję na smsa: „Cześć, Wesołych Świąt, jak tam Twoje studia, czy mama już zdrowa?” niż na smsa: „Cześć, Wesołych Świąt, jak leci?” gdy w tej samej sekundzie tego smsa od tej samej osoby dostaje mój mąż, siostra, mama i tata. W tym drugim przypadku nawet nikomu nie chce się odpisywać. FB to jednak medium SPOŁECZNOŚCIOWE a nie śmietnik na linki. Żeby mieć większy odbór, lajki, udostępnienia itd. niestety trzeba się narobić. Napisać kilka słów od siebie zachęcających do przeczytania posta, zachęcić do dyskusji, skomentować komuś coś tu i tam. Jestem przekonana, że tajemny algorytm FB właśnie takie zachowania bardziej promuje. To jest raczej koniecznością, że FB musi ograniczać zasięgi. Wiele osób ma 1000+ znajomych i drugie tyle zalajkowanych funpage’ów. Co by było, jeżeli na wallu takiej osoby wyświetlałyby się wszystkie posty? Twój post zginąłby w tłumie. A tak dzięki algorytmowi fb dociera do najbardziej zainteresowanych. Mi przykładowo wyświetlało się zawsze 100% Twoich postów. Bo rozmawiałam z Tobą na priv i odwiedziałam Twoje funpage. Mam też zalajkowane blogi które odwiedzam raz na długi czas i ich posty właściwie nigdy do mnie nie docierają. Może więc fb nie tnie tych zasięgów w głupi sposób.
        Wracając do botów, to wcale nie dają one tego samego co wpis stworzony specjalnie przez blogera. Pojawia się początek zdania, które nagle się urywa w połowie myśli i kończy trzema kropkami. Plus przypadkowy obrazek. Pisząc dedykowany wpis na fb można zrobić to dużo lepiej. Oprócz linka dodać jakiś uprzejmościowy zwrot do czytelnika, podlinkować innego użytkownika fb, dodać jakiś popularny hashtag itd. itp.
        Żeby odnieść sukces w mediach społecznościowych trzeba je naprawdę czuć. Zrozumieć JACY użytkownici i PO CO przesiadują na fb, na Linkedin, na Pinterest itd. Te media są naprawdę bardzo różne i warto różnicować przekaz i sposób tego przekazu. Niestety, żeby odnieść na nich sukces trzeba się narobić:)

        1. Wiesz, w teorii masz rację, to co mówisz to jakby z oficjalnego, pozytywnego podręcznika FB pisanego z uśmiechem i dobrą energią…

          …jednak smutna praktyka wygląda tak, że system nie bardzo rozrożnia skrót wpisu z obrazkiem robiony przez bot, od takiego ręcznie przygotowanego wpisu – zasięgi są cięte brutalnie w ten sam sposób

          zasięg podstawowy jest identyczny

          jako, że początek wpisu jest de facto przedstawieniem tematu i zachętą do czytania – jak najbardziej mi to odpowiada, natomiast co do polityki aktywnego prowadzena FB jak najbardziej ją wdrożyłem – dodatkowe mikroblogowe wpisy tylko na FB, dedykowane ciekawostki, plan publikacji, scheduler pelen fajnych zdjęć

          niestety nie zwiększa to oddziaływania w znaczący sposób, co i pewnie Ci przyzna autorka Kobiecych Finansów

          teoria terorią – życie życiem

  7. Zupelnie nie zrozumiales co chcialam przekazac. Oczywiscie ze zasieg podstawowy bedzie taki sam. Ale specjalnie przygotowane (dobrze przygotowane) wpisy na fb w wiekszym stopniu zachecaja czytelnikow do zaangazowania sie, dyskusji, klikniecia like czy share. Dopiero to zwieksza zasieg. Zauwaz, ze masz bardzo ospalych fejsbukowiczow w przeciwienstwie do wielu injych blogerow nie-spamerow;)

    1. 1. przekaz tego postu jest taki, że nie warto angażować się w de facto pracę na rzecz firmy, która tylko na Tobie chce zarobić – lepiej szukać rozwiązań i firm, które tak agresywnie nie monetyzują profili swoich klientów jak FB – obecnie buduję portfolio kanałów do śledzenia bloga, FB nie jest tu szczególnie wazny

      2. wytłumacz mi łaskawie co masz na myśli mówiąc „innych blogerów nie-spamerów” – nie ko końca rozumiem Twój kontekst

  8. OK, rozumiem przekaz tego posta. Przekaz moich komentarzy był natomiast taki, że z fb da się wyciągnąć znacznie więcej niż obecnie wyciągasz, bez kasy, ale przy większym wysiłku.
    Łaskawie tłumaczę, że pisząc powyżej o blogerach nie-spamerach miałam na myśli takich blogerów, którym na fb chce się napisać coś więcej niż to co w poście na blogu:) Na przykład Gosia z bloga Gosia Oszczędza, której zaległe wpisy właśnie przeczytałam.
    Nie obruszaj się tak! Wszystkie swoje komentarze piszę z przymrużeniem oka i troszeczkę też się po prostu droczę:) Na przykład miałam jeszcze napisać coś o minimaliście w szpanerskim cabrio na zdjęciu powyżej, ale chyba już sobie daruję… ;p

    1. Treść publikowana na profilu przez automat to nie żadne cuda ani spam, to jest zwykły feed RSS – nazywając nas, ludzi którzy używają feeda spamerami – nazywasz tak nie tylko mnie, ale i większe grono zaprzyjaźnionych blogerów używających Bloglovin’, RSS, Feedly, agregatorów.

      Nie chodzi o jakieś wielkie obruszanie się, ale argument, że bloger używający własnego feeda na własnym profilu jest spamerem, jest nie na miejscu i tyle. Jakoś moje dzisiejsze poczucie humoru tego nie „przyjmuje”.

      Oprócz pełnoprawnego, ładnie skonfigurowanego Feeda na moich profilach masz szereg ciekawostek nie związanych z publikacjami.

      Co do auta – blog, który czytasz nie jest blogiem minimalisty, ale człowieka, który do pracy nie bierze bagażu filozofii, polityki, prywatnych poglądów i przekonań – tylko skupia się na zarabianiu pieniędzy.

      Tutaj porozmawiamy np. o marce Apple w sensie biznesowym, kręciołku jaki ma przeciętny klient na logo z jabłkiem i tym jaki model wybrać do naszej firmy, by wywrzeć na naszym kliencie odpowiednie wrażenie.

      Być może użyję tu wniosków z obserwacji dyskusji o markowych komputerach na FB, bo niestety 90% użytkowników pewnego filozoficznego bloga dyskutuje ogniście „po nagłówkach” zupełnie nie rozumiejąc przekazu, gdzie jest więcej niż 1 równoległy wątek myślowy. Cóż, ewidentne braki w państwowej edukacji ostatnich lat…

  9. Odniosę się tylko do jednej kwestii, bo na pozostałe tematy nie ma sensu dyskutować. Jeżeli ktoś oczekiwał RSS feed to sobie to subskrybowal albo dodał danego bloga na blog login itd itp. Ale jezeli polubił funpage to mógł oczekiwać ze jego autor będzie w ciekawy sposób i z pomysłem to prowadził, że powstanie jakąś społeczność zainteresowana tematem, jakieś pole do dyskusji, a nie śmietnik na linki.

    1. Hmm, ale chyba troszeczkę za surowo oceniłaś linkowanie na FB za pomocą botów 😉 dlaczego miałyby one tworzyć „śmietnik na linki”? I poprzez bota i poprzez manualną robotę, tak czy owak trafi na feed FB ten sam link. Z tego natomiast, co widzę, na fanpage’ach Remigiusza prócz linków pojawiają się też wrzutki z grafikami i zmiany statusu, będące komentarzem np. do działań na blogach. Poza tym, błędnie używasz określenia spam (spam to np. niezamówiona, nachalna korespondencja mailowa – nie ma to nic wspólnego z wyświetlaniem treści, które sama zamówiłaś, kilkając choćby w przycisk Lubię to! danego fanpage’a 😉 )

      @Remigiusz
      Faktem jest jednak uwaga poczyniona przez Kasię, że to, w jaki sposób zaserwujemy userom link na fanpage’u, ma wpływ na jego popularność. Przynajmniej ja to zauważyłam u siebie, że gdy wrzucam aktualizację z linkiem do nowego wpisu na blogu i:

      a) albo wybieram do niego ręcznie większe zdjęcie, które wypełnia szerokość całego walla,
      b) albo zachęcam do odwiedzin w sposób zabawny/prowokacyjny/stawiając pytanie/zwracając się do czytelnika bezpośrednio per TY,

      to pod postem pojawia się więcej komentarzy i lajków.

      Dlaczego zdjęcia mają taką wielką moc? Z tego samego powodu, z którego w sieci zaczynają święcić triumfy infografiki – ewolucyjnie nasze mózgi są bardziej nastawione na obrazy niż na tekst – umiejętność czytania i pisania liczy dopiero kilka(naście?) tysięcy lat, podczas gdy odbierania i interpretowania obrazów – miliony. Obrazy przyswajamy szybciej i chętniej.

      Dlatego im większe zdjęcia na FB (w tym także zdjęcia pionowe – zajmują na ścianie dużo miejsca, więc internauci mimowolnie zawieszają na nich oko), tym lepiej. A najlepiej, jeśli przedstawiają ludzką twarz, która wyraża intensywne emocje. Jakiś czas temu czytałam na ten temat ciekawe case study – jak znajdę link, podeślę.

      Oczywiście istnieją też inne czynniki, które mają wpływ na popularność posta na FB, jak choćby godzina jego zamieszczenia. Jakiś czas temu zauważyłam jednak, że jest dobry i darmowy sposób na zwiększanie zasięgu – udzielanie się na innych fanpage’ach – postowanie, komentowanie, lajkowanie. Nie wiem, jakim cudem, ale po takich akcjach „zmasowanych” odwiedzin na innych fanpage’ach i pozostawiania tam po sobie śladu – przybywa mi więcej nowych fanów, są oni też u mnie bardziej aktywni. Przypuszczam, że moje aktywności wyświetlają się nie tylko na feedzie osób, które już lubią mój fanpage, ale i na feedach fanów tych pozostałych fanpage’ów. Ale to tylko moja gdybologia 🙂 dla mnie liczy się to, że takie działania są skuteczne.

      1. Przypuszczam, że Kasia już okopała się na swoim stanowisku – podobnych argumentów używałem wcześniej – na zasadzie „nie bo nie, ja tak myślę i koniec” – więc Kasi już nie przekonamy.

        Tak, staram się także zrobić coś oprócz linków z bota, których z resztą nie ma aż tak dużo, kiedy znajdę jakąś fajną ciekawostkę, na którą nie warto jednak tworzyć wpisu na blogu.

        Ciekawe spostrzeżenie odnośnie udzielania się na innych blogach. Osobiście mam do tego mieszane odczucia wynikające jednak nie z braku efektywności, co z reakcji blogerów/osób, gdzie swoje komentarze zostawiam. Otóż w naszym gronie autorów spotkałem się z niechętnymi, nawet agresywnymi reakcjami, o ile mój nick jest podlinkowany do mojego bloga, czy nawet oskarżenia o ten rzeczywisty spam. Nawet mimo sytuacji, że korespondencyjnie się o to zapytałem.

        Prawdą jest, że u siebie za bardzo nie pozwalam linkować, co może być jednym z wyjaśnień, ale dotyczy to komercyjnych firm, nie blogerów.

        Często zatem powstrzymuję w sobie chęć skomentowania, czasem ewentualnie odnosząc się do czegoś mailowo.

    1. Kasiu, już Ci powiedziałem, jeśli nie aprobujesz korzystania przeze mnie (czy przez innych autorów) z Feed’u RSS – co jest akceptowaną i powszechnie uznaną formą kontaktu z subskrybentami – jest na to prosty sposób – odjalkuj moje profile.

      Jeśli nie podobają Ci się moje dodatkowe mikroblogowe posty, zdjęcia i ciekawostki publikowane na FB – mogę powtórzyć to samo. To transakacja wiązana – albo lubisz całość profilu, albo nie. Stream jest jeden, taki jakim go ustawiam.

      Wchodź na te profile, które Cie satysfakcjonują i do tych autorów, którzy Cię odpowiednio zabawiają. Społecznościówki w końcu są dla wygody Czytelnika i nie ma co subskrybowac profili z musu – np. z powodu, że jesteśmy znajomymi na FB.

      Tym konczę ten poboczny wątek i zabieram się do przygotowywania drugiej części tego wpisu, który planuję skończyć na niedzielę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.