Zarabianie w internecie: Rozmowa z „marketingiem”, czyli „nie mamy budżetu na reklamę”

Przypomina mi się sytuacja kiedyś, za czasów studenckich. Po zdaniu egzaminów, nieco wymęczeni, chodziliśmy bez celu i planu z kolegą Marcinem po centrum Poznania. Może kogoś znajomego spotkamy w jednym pubie w okolicach rynku? Może załapiemy się na jakiś wczesny seans w kinie? Zobaczy się.

Nagle uwagę kolegi przykuło okno lombardu i wystawiona w nim elektronika. „Choć Remigiusz zobaczymy”. Wchodzimy do lombardu, właściciel mierzy nas wzrokiem i od razu trafnie zauważa, że z choinki się urwaliśmy. Nieopierzone studenciaki, którzy przyszli głowę pozawracać. „W czym mogę pomóc” – pyta właściciel. „Nie… nic… chcieliśmy tylko popatrzeć” – odpowiada kolega. „No to popatrzeć możecie sobie z zewnątrz, wszystko jest wystawione na witrynie” – odparowuje właściciel nieco spode łba. „No ale ja chciałem oglądnąć sprzęt z bliska, bo nie mam okularów – ripostuje kolega. Właściciel patrzy się Marcinowi w oczy i mówi „To se kup!”

Po upływie pewnego czasu myślę sobie. Dobra odpowiedź. Oczywiście mocno niemarketingowa, ale prosta i bezpośrednia odpowiedź prostego człowieka „z dzielnicy”. W zupełnie analogicznych sytuacjach my „inteligenci” robimy Ą, Ę, …anse, niuanse, kiedy ktoś zajmuje bezproduktywnie nasz czas i wodzi za nos. A może należałoby dać sobie spokój i odparować jak właściciel tamtego lombardu?

S5002331
…takie widoki nie są za darmo…

Bardzo często jako osoba zarabiająca między innymi na blogach otrzymuję korespondencję od agencji PR-owych oraz działów marketingowych firm z prośbą o darmowe publikowanie ich „press releasów”, notek, reklam, bądź uczestnictwo w kampaniach, dla samego honoru wpisania sobie takiej współpracy do portfolio. Nie jestem już jednak studentem zbierającym wpisy do CV i nie pracuję za darmo.

Oczywiście jest także dużo firm normalnych, sponsorów płacących w terminie, rozumiejących rzeczywistość, ale i są tacy żyjący w innym świecie.

Kiedy teraz wyjdę z biura w pobliskim pubie nie dostanę kawy za darmo, piekarnia nie da mi za darmo pizzerki ani bułki razowej. Jeśli nie zapłacę faktury za internet to dostawca odetnie go. Nie ma nic za darmo – tłumaczę czasem ludziom z marketingu.

Nie mamy budżetu na reklamę” – bardzo często odpisują, czasem dodając, że w zamian za darmowa współpracę może wezmą mój blog pod uwagę na przyszłość. Odpisuje ostatnio tak:

Przykro mi, że nie mają Państwo budżetu. Życzę zatem poprawy złej sytuacji finansowej i zapraszam do współpracy na przyszłość.”

7 myśli na temat “Zarabianie w internecie: Rozmowa z „marketingiem”, czyli „nie mamy budżetu na reklamę””

  1. Uśmiałam się :))

    Kiedyś blogi były zajęciem czysto hobbistycznym. Dzisiaj to się trochę zmieniło, skomercjalizowało. Nie chcę dywagować, czy to dobry trend, czy nie. Nie mniej jednak, wydaje mi się, że blogerzy powinni jasno artykułować, że ich wirtualna przestrzeń nie jest darmowym słupem ogłoszeniowym. Co innego pisać dla przyjemności za darmo. Co innego umieszczać banery reklamowe za darmo.

    I tak dobrze, że pan od marketingu nie zarządzał, żebyś to Ty mu zapłacił, bo w końcu będziesz miał logo znaczącej firmy na blogu….

    1. Tak, wraz ze zmianą algorytmu Google niedoceniani niedawno blogerzy nagle znaleźli się w polu zainteresowania świata komercyjnego, który jednak ‚testuje’ nas, a nóż-widelec znajdą sie jelenie gotowe siedzieć pół niedzieli nad przygotowaniem profesjonalnego wpisu za koszulkę i kubek z logo znanego banku 😉

      Mam nadzieję, że tym wpisem uzmysłowię tym z Czytelników, którzy mają także własne strony w sieci ile są warci i to, że warto bronić tej „wartości”.

      Mówię tu po prostu o pieniądzach 😉

      1. To już lepiej pisać za darmo niż sprzedawać się za kubek ;D
        Swoją drogą wystarczy spojrzeć na te sfrustrowane pseudo-blogerki co testują kosmetyki. Za jakiś kremik potrafią spamować na forach, dodawać wpisy…

  2. Właśnie mi uświadomiłeś, że „na dniach” mnie też to może spotkać…
    Może i troche odpornu już jesdtem, bo i w świecie realnym co rusz spotykam się z propozycją zrobienia czegoś „za friko”…
    Znaczy nieeee…
    Nie „za friko”, a za SATYSFAKCJĘ I RADOŚĆ Z ZADOWOLONEGO KLIENTA (żebraka?!)
    Tylko, ż gdy zapytam (rzecz jasna beszczelnie;) ) o to czym, jest owa satsfakcja, do czego mogę jej użyć i w jaki sposób mam nią zapłacić rachunki lub nakarmić dzieci to dowiaduje się, że przyziemny ze mnie cham 🙂
    I żeby nie było…
    JEśli jest taka potrzeba nie żałuję czasu i energii by dać coś „za friko” tym, którzy tego naprawdę potrzebują…
    Ale na Boga (w którego nie wierzę)…
    Dlaczego mam za owe „friko” tracić kawałek swojego życia na rzecz czyjegoś czysto komercyjnego przedsięwzięcia?

    1. Kiedyś juz rozmawialiśmy, przysługi za free, jak najbardziej – jeśli jesteśmy znajomymi i jeśli obie strony w racjonalnym okresie zachowują równowanę świadczonych wzajemnie przysług.

      Pisałem kiedyś o tym na starym blogu na blogspocie – albo podlinkuję, albo uaktualnię ten wpis o nowe wnioski i go tu opublikuję.

      Natomiast w przypadku opisanym – kiedyś bardzo długo działałem jako edukator, dobry wujek Remigiusz – teraz raczej jestem skłonny pisać bardzo wprost. Niestety z doświadczenia wiem, że jeśli ktoś mówi „w przyszłości weźmiemy pod uwagę” to na 99,9% zapomni już w następnym tygodniu.

      1. Tak, zgadzam sie z Tobą.
        Wymieniać sie usługami na zasadach jakiejś rosądnej wzajemności; jak najbardziej…
        Ale muszę też pamietać (i uzmysławiać to owym „biznesowym żebrakom”), że nie wolno mi oddawać za darmo siebie, swojej pracy i czasu komuś, kto moze za to zapłacić. Ba, kto wie, że powinien za to zapłacić
        Bo jeśli tak zrobię, mogę mie mieć juz czasu, pieniędzy i energii dla kogoś, kto naprawdę potrzebuje mej pomocy „za friko”, a kogo nie stać na zapłatę.

  3. To oczywiste. Nie ma nic za darmo.
    I nie ma od tego odstępstw.
    Oni robią na swojej reklamie pieniądze, a czy gazeta opublikowałaby ich posta za darmo?
    Czy tv albo radio wyemituje im reklamę za darmo?
    Nie.
    No to niech „se kupią” tę reklamę, a jeśli ich nie stać, niech przyjdą, jak ich będzie stać.

    Wychodzę już dawno z założenia: nie muszę pracować dla wszystkich.
    Pracuję dla tych, których na mnie stać. 🙂
    I tego się będę dalej trzymać.

    Pozdrowienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.